Stracone szanse, czyli brak octu na półce wykładnikiem dobrobytu.

2014-05-01 18:51

Dzisiaj  (01.05.2014 r.)  mija  10-ta  rocznica  przystąpienia  Polski  do  struktur  Unii  Europejskiej.  Z  tej  okazji,  zaprezentuję  swoją  opinię  na  temat  minionej  dekady.  Zanim  jednak  to  uczynię,  kilka  słów  wyjaśnienia. 

Jestem  całkowitym  zwolennikiem  przynależności  Polski  do  struktur  Unii  Europejskiej.  Mimo  tego,  uważam,  że  w   dużej  mierze  jest  to  okres  niewykorzystanych  szans.

Rozpatrując  sprawę  poważnie,  a  nie  czysto  propagandowo,  należy  przyznać,  że  nawet  się  nie  zbliżyliśmy  do  nowoczesnej  Europy.  Wytłumaczę  Państwu  skąd  biorą  się  zachwyty  części  społeczeństwa,  dotyczące  rozwoju  naszego  kraju.  Są  bardzo  proste,  mianowicie:  Większość  odmieńców  intelektualnych,  pomazańców  narodu  polskiego,  {[(„polityków”)]}  różnego  typu  {[(„specjalistów”)]} medialnych  i  {[(„dziennikarzy”)]},  a  ściślej  mówiąc  czytelników  prontera  i  tym  podobnych  indywiduów,  bandy   bezmyślnych  niedouków,  ignorantów  i  dyletantów,  porównuje  obecną  Polskę  do  kraju  z  przed  dziesięciu  lat,  a  prawidłowo  powinno  porównywać  się  Polskę  do  krajów  Unii  Europejskiej  w  momencie  przystąpienia  (czyli  10-ęć  lat  temu)  i  adekwatnie  do  krajów  Unii  Europejskiej  w  dniu  dzisiejszym.  Jeszcze  raz.  Nie  Polska  do  Polski,  tylko  Polska  do  krajów  Unii  Europejskiej.  Niby  mała  różnica,  a  jak  wielka.  Stosując  takie  porównanie  coś  wyjaśnię.

Gdy  wchodziliśmy  do  Unii  Europejskiej,  nasz  polski  dochód  narodowy  na  mieszkańca  to  było  około  44 %  średniej  unijnej.  Dziś  po  upływie  dekady  to  około  66 %.  Przypomnę  jeszcze  raz.  Minęło  dziesięć  lat.  Jeżeli,  ktoś  twierdzi,  że  to  jest  rozwój,  to  ja  bardzo  przepraszam.  Jeśli  nadal,  zgodnie  z  uprawianą  przez  {[(„polityków”)]}  różnego  typu  {[(„specjalistów”)]}  i  {[(„dziennikarzy”)]}  propagandą,  tak  sprawnie,  szybko  i  efektywnie  jak  do  tej  pory  będziemy  realizować  naszą  transformację  w  celu  osiągnięcia  minimum  krajów  Unii  Europejskiej,  to  poziom  życia  najsłabszych  krajów  Europy  osiągniemy  nie  wcześniej,  niż  za  około  20-cia  lat.  Coś  Państwu  uzmysłowię.  I  to  jest  wariant  optymistyczny,  bo  skoro  rozwijaliśmy  się  tak  „błyskawicznie”  i  „efektywnie”,  otrzymując  z  Unii  Europejskiej  dość  znaczne  środki  finansowe,  to  w  jakim  tempie  będziemy  się  rozwijać  gdy  te  środki  się  skończą ?

To,  że  Polska  w  Unii  Europejskiej  nadal  jest  traktowana  jako  kraj  drugiej  kategorii,  to  zasługa  wszystkich  bez  względu  na  opcję  polityczną  naszych  rządzących.  A  to,  że  oni  wraz  bezwolnymi  mediami  próbują  wmówić  społeczeństwu,  że  jest  inaczej,  niech  to  nikogo  nie  dziwi.  A  co  mają  mówić ?     Najgorsze  jest  w  tym  wszystkim  to,  że  przekłada  się  to  na  nasze  życie  wewnętrzne.  Mimo  wzniosłych  haseł,  nikt  (żadna  partia  polityczna)  nie  myśli  o  dobru  społecznym  i  dobru  kraju.  Każde  ugrupowanie  myśli  tylko  o  sobie,  własnych  korzyściach  i  ewentualnej  władzy. 

Ja  zwykły  debil,  miesiąc  po  przystąpieniu  Polski  do  struktur  Unii  Europejskiej  w  01.05.2004 r.  oficjalnie  publicznie  głosiłem  (i  zapisałem),  że  jednym  ze  sposobów  przeciwdziałania  tej  złej  sytuacji  i  zarazem  prorozwojowym  i  perspektywicznym,  mogło  by  być  następujące  rozwiązanie,  mianowicie:

Powinna  zostać  powołana  grupa  fachowców,  składająca  się  ze  specjalistów  finansowych  (ekonomistów)  oraz  przedstawicieli  pracodawców  i  pracobiorców  (np.  Związków  Zawodowych),  jak  również  polityków  w  celu  opracowania  (przygotowania)  w  maksymalnym  okresie  jednego  roku,  podstawowych  założeń  wieloletniego  (20-to  letniego)  dochodzenia  do  minimalnego  poziomu  życia  obywateli  naszego  kraju  w  stosunku  do  obywateli  krajów  Unii  Europejskiej.  Program  powinien  przede  wszystkim  zawierać  informacje  i  założenia  dotyczące  planowanego  systematycznego  wzrostu  płac  oraz  świadczeń  finansowych  powiązanych  ze  wzrostem  wydajności  pracy.  Korzyści  społecznych  i  gospodarczych  płynących  z  tego  typu  rozwiązania,  można  wymienić  wiele.  Jak  na  razie  straciliśmy  10-ć  lat  (dekadę).  I  nikt  nie  ma  na  tyle  rozumu  i  odwagi,  by  podjąć  temat.  Już  pojawiają  się  sygnały  płynące  z  Unii  Europejskiej  że  będziemy  zobowiązani  do  podnoszenia  wynagrodzeń. 

A  tak  właściwie  można  byłoby  podsumować  nasz   byt  w  Unii  Europejskiej  sprowadzając  do  jednego  stwierdzenia,  że  do  niepodważalnych  osiągnięć  naszego  kraju  w   tym  okresie,  można  zaliczyć  przyłączenie  Polski  21.12.2007 r.  do  układu  z  Schengen – (porozumienie),  które  znosi  kontrolę  osób  przekraczających  granicę  między  państwami  członkowskimi  układu (Unii  Europejskiej).  Dzięki  temu  Polacy  chcący   uczestniczyć  w  uczciwym,  sprawiedliwym,  demokratycznym  i  godnym  życiu,  mogą  wyjechać  za  granicę  naszego  kraju  i  tam  rozpocząć  godziwą  egzystencję.  Często,  po  mimo  dyskryminacji,  gorszego  traktowania  na  obczyźnie  i  tak  mają  lepiej  niż   we  własnym  kraju.

P.S.

Po  25-cu  latach  przemian  i  10-ciu  przynależności  do  struktur  Unii  Europejskiej,  nadal  dla  większości {[(„polityków”)]}  i  {[(„dziennikarzy”)]},  wykładnikiem  polskiego  dobrobytu  jest  brak  octu  na  półce  sklepowej,  jako  głównego  artykułu.

 

Prigol

—————

Powrót