Dzisiaj (01.05.2014 r.) mija 10-ta rocznica przystąpienia Polski do struktur Unii Europejskiej. Z tej okazji, zaprezentuję swoją opinię na temat minionej dekady. Zanim jednak to uczynię, kilka słów wyjaśnienia.
Jestem całkowitym zwolennikiem przynależności Polski do struktur Unii Europejskiej. Mimo tego, uważam, że w dużej mierze jest to okres niewykorzystanych szans.
Rozpatrując sprawę poważnie, a nie czysto propagandowo, należy przyznać, że nawet się nie zbliżyliśmy do nowoczesnej Europy. Wytłumaczę Państwu skąd biorą się zachwyty części społeczeństwa, dotyczące rozwoju naszego kraju. Są bardzo proste, mianowicie: Większość odmieńców intelektualnych, pomazańców narodu polskiego, {[(„polityków”)]} różnego typu {[(„specjalistów”)]} medialnych i {[(„dziennikarzy”)]}, a ściślej mówiąc czytelników prontera i tym podobnych indywiduów, bandy bezmyślnych niedouków, ignorantów i dyletantów, porównuje obecną Polskę do kraju z przed dziesięciu lat, a prawidłowo powinno porównywać się Polskę do krajów Unii Europejskiej w momencie przystąpienia (czyli 10-ęć lat temu) i adekwatnie do krajów Unii Europejskiej w dniu dzisiejszym. Jeszcze raz. Nie Polska do Polski, tylko Polska do krajów Unii Europejskiej. Niby mała różnica, a jak wielka. Stosując takie porównanie coś wyjaśnię.
Gdy wchodziliśmy do Unii Europejskiej, nasz polski dochód narodowy na mieszkańca to było około 44 % średniej unijnej. Dziś po upływie dekady to około 66 %. Przypomnę jeszcze raz. Minęło dziesięć lat. Jeżeli, ktoś twierdzi, że to jest rozwój, to ja bardzo przepraszam. Jeśli nadal, zgodnie z uprawianą przez {[(„polityków”)]} różnego typu {[(„specjalistów”)]} i {[(„dziennikarzy”)]} propagandą, tak sprawnie, szybko i efektywnie jak do tej pory będziemy realizować naszą transformację w celu osiągnięcia minimum krajów Unii Europejskiej, to poziom życia najsłabszych krajów Europy osiągniemy nie wcześniej, niż za około 20-cia lat. Coś Państwu uzmysłowię. I to jest wariant optymistyczny, bo skoro rozwijaliśmy się tak „błyskawicznie” i „efektywnie”, otrzymując z Unii Europejskiej dość znaczne środki finansowe, to w jakim tempie będziemy się rozwijać gdy te środki się skończą ?
To, że Polska w Unii Europejskiej nadal jest traktowana jako kraj drugiej kategorii, to zasługa wszystkich bez względu na opcję polityczną naszych rządzących. A to, że oni wraz bezwolnymi mediami próbują wmówić społeczeństwu, że jest inaczej, niech to nikogo nie dziwi. A co mają mówić ? Najgorsze jest w tym wszystkim to, że przekłada się to na nasze życie wewnętrzne. Mimo wzniosłych haseł, nikt (żadna partia polityczna) nie myśli o dobru społecznym i dobru kraju. Każde ugrupowanie myśli tylko o sobie, własnych korzyściach i ewentualnej władzy.
Ja zwykły debil, miesiąc po przystąpieniu Polski do struktur Unii Europejskiej w 01.05.2004 r. oficjalnie publicznie głosiłem (i zapisałem), że jednym ze sposobów przeciwdziałania tej złej sytuacji i zarazem prorozwojowym i perspektywicznym, mogło by być następujące rozwiązanie, mianowicie:
Powinna zostać powołana grupa fachowców, składająca się ze specjalistów finansowych (ekonomistów) oraz przedstawicieli pracodawców i pracobiorców (np. Związków Zawodowych), jak również polityków w celu opracowania (przygotowania) w maksymalnym okresie jednego roku, podstawowych założeń wieloletniego (20-to letniego) dochodzenia do minimalnego poziomu życia obywateli naszego kraju w stosunku do obywateli krajów Unii Europejskiej. Program powinien przede wszystkim zawierać informacje i założenia dotyczące planowanego systematycznego wzrostu płac oraz świadczeń finansowych powiązanych ze wzrostem wydajności pracy. Korzyści społecznych i gospodarczych płynących z tego typu rozwiązania, można wymienić wiele. Jak na razie straciliśmy 10-ć lat (dekadę). I nikt nie ma na tyle rozumu i odwagi, by podjąć temat. Już pojawiają się sygnały płynące z Unii Europejskiej że będziemy zobowiązani do podnoszenia wynagrodzeń.
A tak właściwie można byłoby podsumować nasz byt w Unii Europejskiej sprowadzając do jednego stwierdzenia, że do niepodważalnych osiągnięć naszego kraju w tym okresie, można zaliczyć przyłączenie Polski 21.12.2007 r. do układu z Schengen – (porozumienie), które znosi kontrolę osób przekraczających granicę między państwami członkowskimi układu (Unii Europejskiej). Dzięki temu Polacy chcący uczestniczyć w uczciwym, sprawiedliwym, demokratycznym i godnym życiu, mogą wyjechać za granicę naszego kraju i tam rozpocząć godziwą egzystencję. Często, po mimo dyskryminacji, gorszego traktowania na obczyźnie i tak mają lepiej niż we własnym kraju.
P.S.
Po 25-cu latach przemian i 10-ciu przynależności do struktur Unii Europejskiej, nadal dla większości {[(„polityków”)]} i {[(„dziennikarzy”)]}, wykładnikiem polskiego dobrobytu jest brak octu na półce sklepowej, jako głównego artykułu.
Prigol